Ten utwór ma długą historię. Pierwotnie napisany i zagrany przez zespół Thrombals, doczekał się gruntownej zmiany. Utwór jest dwutematyczny. Można uznać, że jest to utwór proroczy, gdyż słowa zostały napisane kilka lat przed wojną na Ukrainie, a odnoszą się do spokoju Zachodu i pomruku niedźwiedzia, który słychać coraz głośniej. Drugim tematem jest upływ czasu i jego wpływ zarówno na ciało jak i na duszę.
Słowa
Jeszcze wczoraj było dobrze,
nie widziano samolotów,
traktatami, jaszczurkami wiły się meandry świata,
zaludnione plamy Ziemi, udawały święty spokój
wczoraj jeszcze było cudnie, wiało tylko tu przelotnie,
coraz mniej tych ciemnych chmur, krecik zapowiadał.
Na zachodzie mogło nawet, mogło nawet być błękitnie
i choć słońce ciągle świeci, rozlewając błękit w górze
pomruk słychać już niedźwiedzi i sokoły nie chcą wracać
nic nie mogę, tylko gęsi, tylko gęsi chodzą mi po skórze
zamiast strzelać, coś napiszę dziś na murze.
Jestem sobie zwykłym chamem
zwlekam się z wyra nad ranem
potem pół kilometra zapylam
by zdążyć na pekaes mobila.
Zdyszany wpadam do środka, walkę stoczywszy na łokcie
zdobywam miejsce na kotka i zaraz zasypiam potem
Jestem sobie zwykłym padalcem, zżeram rano chleb ze smalcem
zamiast croissanta na śniadanie, jak to przystoi każdej damie.
Wieczorem, ach wieczorem.
Jedno jest pewne: skarpet nie piorę..,
Jestem sobie zwykłą świnią, której lata młode miną,
I co wkrótce zauważą, mina zrzednie, wzrok się zważy.
Skóra zmarszczy się, wysuszy,
włos przerzednie, spuchną uszy,
dzieci straszyć będę w nocy,
jak dostanę w oczy z procy.
I choć słońce ciągle świeci, rozlewając mleko w górze
mam głęboko w poważaniu krowie cycki tkwiące w murze,
powinności i powagi, społecznego zmatowienia,
jestem z mątwy nasion kluty, z maminego jej nasienia.